czwartek, 31 maja 2012

59.

Cześć, cześć!

W ostatnim czasie udaje mi się wypełniać swoje postanowienie, mianowicie, spędzać mniej czasu przed komputerem, nie siedzieć bezczynnie, raz po raz odświeżając fejsbuka. Swoją drogą, zastanawiałam się nad jego usunięciem, ale chyba się z tym wstrzymam, po cóż popadać w skrajności? Nich już sobie będzie, czasem się przydaje.
Ostatnio mam ogromną chęć kupowania. Zwłaszcza internetowo, gdyż w tygodniu nie mam zbytnio czasu na wyprawy do sklepów. Nie mogę, nie powinnam kupować więcej książek, dopóki nie przeczytam przynajmniej połowy tych, które czekają na swoją kolej w mej biblioteczce. Ach, tak bardzo chciałabym móc nawiązać współpracę z jakimś wydawnictwem. Robiłabym to, co lubię, a w zamian za to dostawałabym nowe tytuły do kolekcji. Marzenie.

Podejmowałam kilka prób sfotografowania outfitów, a jak wyszło, oceńcie sami. Niestety, nikt nie potrafi zrobić zdjęć tak, jakbym tego chciała, a swego statywu nie będę przecież targać przed blok, jest odrobinkę zbyt ciężki i masywny. Wyszło na to, że jedynie jedna fotografia zrobiona przez mamę nadaje się do wstawienia tutaj. Resztę wykonywałam metodą "aparat w górę i jedziem", co było nie lada wyczynem, by równocześnie pokazać Wam strój jak najlepiej. Premierowy post, czyli outfit po raz pierwszy, ta daaa!






spódniczka-Zara~sweterek-sh~koszulka-H&M~buty-sklep osiedlowy+DIY

I co myślicie o wpisach tego typu? Więcej? Czy może NIGDY więcej? :>
O, właśnie, jeszcze jedno, mini ogłoszenie, mianowicie rzeczy do sprzedaży:
http://s1088.photobucket.com/albums/i329/nieliczysie/sale/
Wspomóżcie mnie w zbieraniu kasiory na nowy aparat, nooo .___.


Tymczasem się żegnam i wszystkim życzę dobrej nocy! :*

poniedziałek, 28 maja 2012

58

Hi, my dears.

Mimo tego, iż jestem odrobinkę zawalona szkolnymi sprawami, czeka na mnie kilka zaliczeń po trzymiesięcznej nieobecności (a pasowałoby się postarać, w końcu to trzecia klasa gimnazjum), udało mi się dzisiaj napisać recenzję ostatnio przeczytanych utworów. Postanowiłam sobie, że nie będę mogła zaczynać nowej książki, dopóki ostatecznie nie pożegnam się z poprzednią, pisząc coś o niej. I to jest dla mnie największą motywacją, gdyż nie potrafię wytrzymać dłuższego czasu bez czytania. A moja obsesja dotycząca kupowania książek i maniakalnego trzymania ich na półkach i wpatrywania się w nie wciąż się pogłębia, damn.

W najbliższym czasie pojawią się dwie nowe strony, mianowicie książki przeczytane w 2011 i 2012 roku wraz z recenzjami-obecnie te zakładki są w budowie. Planuję również zmianę wyglądu bloga, lecz na razie są to tylko odległe plany...A w następnym poście...Może jakiś outfit? Marzy mi się szafiarski blog, no... (+książeczki +foteczki, oczywiście *.*)

Przejdźmy do konkretów.


 Leżała gdzieś wśród książek mojej mamy wraz z pierwszą częścią, dawno zapomniana, nieruszana przez długi czas. Znalazłam, spodobał mi się opis znajdujący się na tylnej okładce, obydwie sobie przywłaszczyłam i przestawiłam na własną półeczkę. Również odleżały swoje, zanim doczekały się zainteresowania z mej strony. I nie żałuję, że wreszcie to zrobiłam. Po powieści oparte na faktach napisane przez Ginette Bureau sięgnęłam we właściwym momencie swego życia.

Część pierwsza, "Miłość silniejsza niż wszystko", nie wywoływała zbyt wielu emocji i nie wzruszała mnie-cóż, być może jestem mało wrażliwa, uodporniona? Historia czteroletniej Mony, "pełni życia" była wprawdzie niewesoła i bardzo współczułam zarówno jej rodzicom jak i samemu dziecku, jednakże dopiero "Kocham cię, życie" zachwyciła mnie całą swoją zawartością. Jak wielką wiarą trzeba się wykazać! Cóż za ogrom siły musiał zostać włożony w to, by dalej trwać przy dziewczynce śmiertelnie chorej - bo przecież białaczka z reguły jest wyrokiem śmierci. Potrzeba cudu. Który zaistniał. Dzięki niesamowitej matczynej miłości i olbrzymim wsparciu rodzinie Mony udaje się przeżywać szczęśliwe chwile. Nawet jeśli nie są w stanie pozwolić sobie na chwile zapomnienia, choroba nie przyćmiewa całkowicie teraźniejszości, Mona doświadcza wielu wspaniałych rzeczy.

Osobiście, jestem pełna podziwu dla Francisa, brata chorej dziewczynki. Nie mam pojęcia, jak długo byłabym w stanie znosić maksymalne zaangażowanie ze strony rodziców w sprawy młodszej siostry, zapewne w takiej sytuacji mimo wszystko okazałabym się okropną egoistką, ale zdaje mi się, że nie mogłabym temu sprostać.

Książka jest naprawdę warta polecenia. Pozwala docenić to, czego na co dzień nie dostrzegamy. Zmienia pogląd na sens przeżywania chwili obecnej jako coś pięknego, pozwala spojrzeć na nasze życie o wiele bardziej pozytywnie i pokrzepia-aczkolwiek momentami jest bardzo smutna i wielu z Was z pewnością uroni łzę podczas tej lektury.

czwartek, 24 maja 2012

57

Cześć, cześć!
Wreszcie się zebrałam, by coś napisać, chociaż zastanawiałam się dłuższy czas nad tematem dzisiejszego wpisu. I co postanowiłam? Że po prostu, odsłonię Wam kawałek mojego światka, nowości w moim życiu, wszystko co pojawiło się niedawno i miało w ostatnim czasie pozytywny wpływ na mnie i pomagało mi w trudniejszych chwilach.

Zakupy! Wciąż mam na nie dziką ochotę, pomimo kilku wizytach w sklepach. Cóż, trudno się dziwić, skoro miałam od nich tak dłuuugą przerwę-będzie ze trzy miechy. A oto i moje ostatnie łowy:


Zakup od O.



tej spódniczki Mama pozbyła się ze swej szafy na moją korzyść 

a tę również odkupiłam od O.


 Zegarek, dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam.

Oraz pierścionek, a'la Blair Waldorf ♥

Będąc w szpitalu, codziennie odwiedzali mnie rodzice. Pewnego dnia przynieśli tajemniczą paczkę. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, bo nagrody za recenzję od Victora Juniora. Doznałam szoku! To była chyba najszczęśliwsza chwila w czasie całego mego pobytu. Marcelo, jeśli to czytasz, wiedz, że sprawiłaś mi niesamowitą radość swym podarunkiem. Uśmiechałam się do siebie samej przez resztę dnia na myśl o tym. Wymarzony prezent!





A skoro o niespodziankach mowa...Rodzice również mnie obdarowali wspaniałościami, chociaż zdecydowanie sobie nie zasłużyłam. Wspaniały Lomo, dwie nowe książki(te od dołu, reszta to zakup własny, również tuż sprzed hospitalizacji) oraz coś, co planowałam od dłuuugiego czasu-nauka gry na gitarze i własna klasyczna ♥
 Och, jak mogłam zapomnieć! Coben to upominek od Euforio-jej, jak ja tęsknię za naszymi rozmowami o wspólnych marzeniach, podróżach i dobrych filmach.





Ho ho, ale mi wyszedł długaśny post. A chciałabym jeszcze wspomnieć o wsparciu otrzymanym od przyjaciół. S&O, dziękuję Wam, że przy mnie byłyście. (+podarek od O, idealny na zbliżające się lato)



Uch, jest jeszcze tyle spraw, z którymi chciałabym się z Wami podzielić...Ale to może następnym razem, bo zaraz się nie pomieszczę.
O, chciałam jeszcze wtrącić mini-ogłoszenie-mam spodnie do sprzedaży, o tutaj możecie je obejrzeć: http://s1088.photobucket.com/albums/i329/nieliczysie/sale/

A teraz się już żegnam i wszystkim życzę miłego wieczoru i udanego nadchodzącego weekendu! :*
See ya!
xoxo, N

sobota, 19 maja 2012

begin again?

Trzy miesiące.
Oto ile spędziłam w szpitalu, a ponadto wciąż bym tam tkwiła, gdyby rodzice mi nie zaufali i nie wzięli na żądanie.
Nie będę o tym pisać. Chyba jest zbyt wcześnie.
Muszę nauczyć się normalnego życia. Muszę powrócić.
Cholera, będzie trudno. JEST trudno.
Ale się nie poddam. Nie wrócę tam, nigdy.
Będę żyć.


środa, 29 lutego 2012

Właśnie się pakuję.
Za godzinę będę już w szpitalu.
Nie mam pojęcia kiedy znów napiszę.
Trzymajcie się cieplutko.
xoxo,
N.

niedziela, 26 lutego 2012

54.

No i koniec.
Pamiętam, jak jeszcze w święta Bożego Narodzenia myślałam o początku marca, pełna przerażenia. Cóż, niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Wciąż napawa mnie to strachem, ale w międzyczasie przejmuję się innymi, istotniejszymi sprawami. W poniedziałek "sądny dzień". Zobaczymy, jak to będzie i co psychiatra postanowi. Boję się. Troszkę. Odrobinkę. Co ma być to będzie, right? Tymczasem powinnam uczyć się na poprawę z chemii, powtórkowy sprawdzian z historii i niemiecki, bo egzamin zbliża się nieubłaganie. A ja? Wczorajszy wieczór spędziłam na rozwiązywaniu krzyżówek, damn, to naprawdę wciąga! 

Nie jest tragicznie. Podczas ferii zdążyłam nadrobić zaległe odcinki 90210, przeczytałam 5 książek i obejrzałam dwa filmy. Trochę się leniłam i teoretycznie powinnam była wypocząć, ale wcale się tak nie czuję. Może po prostu nie jestem gotowa, by wracać do szkoły. 


Uczyłam się rosyjskiego! Troszkę, niewiele, ale zawsze coś. Jednak wciąż jestem na etapie zapamiętywania alfabetu, bo strasznie trudno jest mi to ogarnąć.
 Nie mam dziś głowy do tego, by napisać recenzję, ale obiecuję, że pojawi się w przyszłym tygodniu. O ile mnie nie zamkną. Czy coś. Dziś zaprezentuję Wam jeszcze jedno z moich częstych, ale ukochanych śniadanek, które mnie nigdy nie zawiedzie swym smakiem.

Chrupiąca, pełnoziarnista bułka z twarożkiem i dżemem leśne owoce, inka korzenna z mlekiem - ♥♥


xoxo,
N

środa, 22 lutego 2012

53.


Połowa drugiego tygodnia ferii praktycznie za mną. Nie chcę, tak bardzo nie chcę wracać do tego piekła szkołą zwanego. Nie zniosę przerw, podczas których jestem skazana na siedzenie pomiędzy kimś, kogo kiedyś nazywałam najlepszymi przyjaciółkami, kimś, kto tyle o mnie wiedział, a mimo wszystko nie potrafił, ba, nawet nie próbował zrozumieć. Wiem, ja również się zmieniłam, nie mam więc prawa oskarżać o to innych. A puste słowa...cóż, one mnie nie satysfakcjonują, niestety. Puste obietnice i zapewnienia...życie mnie nauczyło, że to nic nie znaczy. Liczą się czyny. Trochę przykro, w końcu znałyśmy się długi czas. Naprawdę nie sądziłam, że nasza przyjaźń zakończy się w taki sposób i tak wcześnie..

Okej, standardowo ponarzekałam, pomarudziłam, a teraz przechodzę do konkretów. Dziś prezentuję Wam walentynkowy prezent od kochającej wnuczki - lekkie, delikatne muffinki, z którymi obchodzić się trzeba bardzo ostrożnie. :>


Cytuję za Ewą Wachowicz, z drobnymi modyfikacjami:

~ łyżka roztopionego masła
~ 2 żółtka
~ 2 białka
~ szczypta soli
~ opakowanie cukru waniliowego
~ 6 łyżek cukru trzcinowego
~ 80g gorzkiej czekolady
~ wiórki kokosowe



Do łyżki roztopionego masła dodać czekoladę i podgrzewać w kąpieli wodnej, cały czas mieszając, aż się rozpuści. Pilnować, by nie stężała i nie przywarła do dna!
Do białek dodać szczyptę soli, 3 łyżki cukru i ubić na sztywną pianę. Żółtko utrzeć z pozostałym cukrem, połączyć z roztopioną czekoladą i dodać cukier waniliowy. Stopniowo wymieszać pianę, stale trzymając masę w cieple, by czekolada nie stężała. Łyżką napełniać foremki do 3/4 wysokości. Piec 25 minut w 180 stopniach.
Smacznego! Muffiny nie są przesłodzone, idealne, dla dbających o figurę-bez odrobiny mąki.

A dzisiaj-początek postu, co się z tym wiąże, większość z Was podejmuje się postanowień dotyczących słodyczy. Cóż, ja również zazwyczaj tak robiłam, a teraz chcę jedynie przez te 40 dni utrzymywać porządek w pokoju i jak najmniej się lenić. Nie siedzieć bezczynnie, patrząc przed siebie, lecz wykorzystywać każdą chwilę. Życzę wiele powodzenia i wytrwałości zarówno sobie jak i Wam. :)

xoxo,